środa, 24 stycznia 2018

Rozdział Czwarty


                -Serio? - Ron zdjął z głowy poduszkę, popatrzył na leżącą na drugim łóżku dziewczynę i otworzył usta ze zdziwienia. Hermiona coraz bardziej go zaskakiwała. Wiedział, że bardzo się zmieniła przez ostatni rok, ale nie przypuszczał, że ta zmiana będzie aż tak ogromna. Dawna Hermiona nie pozwoliłaby sobie na takie picie alkoholu w tygodniu. W dodatku tak częste! Przecież wczoraj popijali sobie Ognistą! On jeszcze dobrze nie wyleczył kaca, a ona już znowu chce pić! - Czy ty, aby na pewno jesteś prawdziwą Hermioną? Czy jakąś pijaczką, która się pod nią podszywa? - Zapytał.
            Hermiona w mgnieniu oka poderwała się do pozycji siedzącej z miną świadczącą o tym, że zamierza bronić swojej pozycji i nie da się bezkarnie krytykować. Zmierzyła Rona dumnym spojrzeniem i powiedziała:
            -Po prostu uważam, że teraz jest idealna pora na to, żeby się trochę zabawić. - I żeby zapomnieć o tym, co najbardziej boli, dodała w myślach - nie ma szkoły, nie ma Voldemorta. A ja… - zawahała się. - A ja chciałabym zacząć wszystko od nowa. Zresztą, każdemu przydaje się taki reset. Ale jak nie chcecie to nie! - Uniosła się, założyła ręce na piersi i z wysoko podniesioną głową wymaszerowała z pokoju chłopaków.
            -To żeś dowalił Ron - skomentował zachowanie przyjaciela Harry. - Ty to wiesz, jaki komplement dać kobiecie. W dodatku kobiecie po przejściach. Trzeba jej było od razu powiedzieć, że jest żulem.
            -Skąd na Merlina miałem wiedzieć, że ta wariatka się tak oburzy?!- zapytał zdenerwowany rudzielec i znów zakrył głowę poduszką.
            - W sumie żaden z nas nie wie, co ona robiła przez ostatni rok. Może naprawdę ma taką potrzebę, żeby się zalać w trupa. - Skwitował George i wyszedł z pokoju.
            -Może lepiej idź do niej, co? - Powiedział po kilku minutach Harry. Raczej nie powinna się długo gniewać.
            -Wiecie, co? - Głowa Georga znów pojawiła się w drzwiach - może lepiej załatwmy piwo kremowe i wszyscy do niej chodźmy.
            Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Hermiona była aktualnie jedyną kobietą w ich drużynie, więc musieli o nią dbać, tym bardziej, że nie wiadomo, co się z nią  działo, a każdy z nich miał przeczucie, że jej ostatnie miesiące nie należały do najprzyjemniejszych i mogły jej wyrządzić sporą krzywdę w psychice. A oni byli przecież jej przyjaciółmi. Musieli ją wspierać.
***
            Była naprawdę zła. Ten Ronald. Wszystko musi komentować. Jakby nie miał lepszego zajęcia! Czy ona naprawdę nie miała prawa się napić? Przecież była dorosłą kobietą! Ale oczywiście Panna Wiem To Wszystko musi się zachowywać tak, jak każdy tego od niej oczekuje.
            Położyła się na łóżku i zwinęła w kłębek. Nie wiedziała, czy dobrze zareagowała. Zapewne Ron tylko żartował zdziwiony jej nowymi pobudkami, których wcześniej nie wykazywała. A ona oczywiście uniosła się gniewem. Od sytuacji z ojcem nie potrafiła sobie radzić z emocjami. Raz była jak kamień i nic do niej nie docierało, a innym razem zachowywała się jak wulkan, wybuchała gniewem i całą gamą innych emocji. Nie potrafiła doprowadzić siebie do porządku. Chciała zacząć wszystko od nowa, ale nie umiała sobie poradzić z przeszłością. Nie umiała zamknąć za sobą tego rozdziału. Towarzyszył jej na każdym kroku jak cień, który ograniczał ją w każdej dziedzinie.  Chociażby ta popołudniowa sytuacja z Georgem. Rudowłosy przystojniak zaczął z nią flirtować, a ta uciekła jak oparzona. Naprawdę musiała coś z tym zrobić, chciała być pewna siebie, chciała móc iść na imprezę, czy do łóżka z mężczyzną, chciała rozmawiać z ludźmi, chciała po prostu żyć.
            -Hermiono… - usłyszała niepewnie wypowiedziane jej imię i odwróciła głowę w stronę drzwi. Zobaczyła tam dwie rude głowy i jedną czarną. Uśmiechnęła się i podbiegła do chłopaków. Przytuliła ich trzech na raz mówiąc:
            -Dziękuję, że ze mną jesteście chłopaki…
            - Ja nigdy nie zrozumiem was, kobiet. - Powiedział Ron, czego ani George, ani Harry nie skomentowali, ale w duchu gorliwie mu przyznawali rację.
            -Żebym ja sama siebie zrozumiała - Hermiona uśmiechnęła się szeroko i znów usiadła na łóżku. - Po prostu doszłam do wniosku, że moja reakcja była zbyt gwałtowna. - Dodała i spuściła głowę.
            -Nie ma sprawy - George kucnął przed nią i uniósł jej podbródek do góry zaglądając jej przy tym w oczy. - Nie trap się już tym dziecino i chodź wypić piwo! - Dodał puszczając jej figlarnie oczko.
***
            -Nie spodziewałem się, że przepijesz Rona i Harrego. - Powiedział Georg. Siedzieli razem na jej łóżku, opierając się o ścianę i popijając kremowe piwo. Ron spał na fotelu z przekrzywioną głową, a z ust ciekła mu silna prosto na ramię. Harry natomiast leżał zwinięty na boku na łóżku, które należało do nieobecnej Ginny. Okulary przekrzywiły mu się na nosie, a on nic sobie z tego nie robiąc spał z dłońmi złożonymi jak do pacierza i wsuniętymi pod głowę.
            -W zasadzie to sama się tego nie spodziewałam - odrzekła brązowowłosa czarownica i jednym machnięciem różdżki położyła okulary Harrego na szafce nocnej. - Słuchaj George… - zaczęła nieśmiało zerkając na siedzącego bardzo blisko niej chłopaka. - Co do naszej dzisiejszej rozmowy, chodzi mi… o… no wiesz… znaczy - zaczęła się jąkać i całkiem nie wiedziała, jak ma mu cokolwiek powiedzieć.
            George natomiast zmienił pozycję i usiadł teraz naprzeciwko Hermiony. Patrzył się na nią z tym figlarnym uśmiechem, który jej się tak bardzo podobał. W końcu, kiedy stwierdził, że dziewczyna nie wydusi z siebie żadnego sensownego zdania, sam przejął pałeczkę.
            -Podobasz mi się i z tobą flirtowałem. - Uśmiechnął się łobuzersko, na co Hermiona spuściła wzrok i zarumieniła się. - Chyba mi wolno, co?- Przybliżył się do niej i złapał ją za podbródek unosząc go tak, żeby spojrzała mu w oczy, na co ta jeszcze bardziej się zarumieniła.
            Nie wiedziała, co ma myśleć, alkohol szumiał jej w głowie, a w brzuchu poczuła przyjemne mrowienie, kiedy George nie puszczając jej twarzy masował ją delikatnie kciukiem. Jej ciało przeszedł przyjemy dreszcz. Sama nie wiedząc, czy dobrze robi pocałowała go gwałtownie wpijając się w jego usta, jakby zaraz miał uciec. Nie przerwał jej, nie odsunął się od niej, wręcz przeciwnie, pogłębił pocałunek i wplótł dłoń w jej włosy. Jęknęła cichutko, bo uczucie w podbrzuszu i dreszcze zwiększyły swoją intensywność. Wtedy odsunął ją od siebie.
            - Całkiem… Smacznie - powiedział i uśmiechnął się do niej. Wstał i wyciągnął do niej rękę. - Pójdziesz ze mną Hermiono? - Zapytał.
            -Ja… - nie miała pojęcia, czy powinna. Czy jest gotowa, na taki krok, wiedziała, co się stanie, kiedy zgodzi się chwycić jego dłoń. - A Angelina?
            - Póki, co to tylko przyjaciółka. Nic nas nie łączy. Nie masz się, czym martwić. - Odpowiedział jej wciąż czekając z wyciągniętą ręką. Popatrzyła w jego oczy i dojrzała w nich pożądanie, ale nie tylko, wiedziała, czuła, że jej nie skrzywdzi, że może mu zaufać. Poraziło ją to jak prądem, zdała sobie sprawę, że przecież tego chciała. Czegoś, co popchnie jej do przełomowej zmiany w życiu. Teraz może to zrobić. Chwyciła, więc jego rękę i wstała, a on pociągnął ją do swojego pokoju. Kiedy już się w nim znaleźli zamknął drzwi i machnął różdżką tak, że zapłonęła jedna świeca stojąca na szafce nocnej. W tym półmroku wziął w obie ręce jej twarz i pocałował, najpierw delikatnie, później coraz bardziej namiętnie.
            Czuła przyjemne prądy, które przechodziły jej ciało. Chciała tego, chciała poczuć na sobie jego dłonie, wtedy on ściągnął z niej koszulkę i zaczął jeździć po jej ciele rękoma, jakby czytał w jej myślach. Wywoływał sowim działaniem delikatne pojękiwania z jej ust. Ona wcale nie chciała pozostać bierna w tej sytuacji. Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli, a on w tym czasie pozbawiał ją kolejnych części garderoby. Kiedy już się ich pozbyli rzucił ją na łóżko i z ogromną czułością zaczął gładzić jej ciało.
            -Zrób to George, tak bardzo tego pragnę… - wyszeptała mu do ucha. Nie zastanawiał się długo wszedł w nią delikatnie i poruszając się najpierw powoli, później coraz szybciej doprowadził ją do orgazmu. Oplotła go nogami i wyginając ciało w łuk doszła z głośnym jękiem. Chwilę później on również dał upust swojemu podnieceniu prosto na jej brzuch. Opadł na nią zmęczony. Zaraz jednak położył się obok i gładził ją po jej uśmiechniętej twarzy, na której widniało spełnienie. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy stwierdził, że zasnęła. Przykrył ją szczelnie kołdrą i przygarnął do siebie wciąż gładząc jej ciało.

            Obudziła się, kiedy już świtało. George spał wtulony w jej włosy. Nie chciała, ale musiała od niego odejść. Wygrzebała się z kołdry i wstała. Po cichu pozbierała swoje rzeczy i uciekła do swojej sypialni, gdzie dalej spali Ron i Harry. Uśmiechnęła się widząc, że nie zmienili pozycji od jej wyjścia. Założyła na siebie koszulkę do spania i położyła się do swojego łóżka zawijając się w kołdrę. Zasnęła z uśmiechem na ustach. Czuła się spełniona, jakby właśnie tego jej brakowało. 

czwartek, 18 stycznia 2018

Rozdział Trzeci

Hermiona Granger i George Weasley, po tym jak przenieśli się do Dziurawego
Kotła za pomocą sieci Fiuu, maszerowali Pokątną w poszukiwaniu niedawno otwartej księgarni Erudyta. Tam była Gryfonka miała zapytać, czy ogłoszenie o pracę jest nadal aktualne. Praca ta wydała się dziewczynie idealna na otrząśniecie się po wszystkich nieprzyjemnych wydarzeniach, które ją spotkały w ostatnim czasie.
            Hermiona i George szli śmiejąc się, ponieważ wspominali dawne, dobre chwile, które przeżyli razem w Hogwarcie. Wszelkie jej obawy, co do intencji Geroga, które pojawiły się przez incydent w salonie - zniknęły na dobre. Nagle dziewczyna zatrzymała się.
            -To tutaj - powiedziała i spojrzała na Georga. - No, to idę. - Uśmiechnęła się do rudzielca.
            -Idź, ja w tym czasie zajdę do Miodowego Królestwa, żeby kupić ci coś na pocieszenie. Pracę dostaniesz na pewno i na pewno będziesz płakać, kiedy dowiesz się, że będą ci płacić pół galeona za godzinę. - George wyszczerzył zęby w uśmiechu i uciekł unikając łokcia Hermiony, który z pewnością dotkliwie trafiłby go w żebra.
            Dziewczyna pokręciła głową z dezaprobatą zerkając na uciekającego Wesleya i patrząc na obiekt jego kpin, weszła do środka.

***

            -Z takimi predyspozycjami może pani pracować wszędzie, chociażby w Ministerstwie Magii. I to na wysokim stanowisku!
            -Mimo wszystko chciałabym pracować tutaj. - Odparła Hermiona uśmiechając się do Thomasa, właściciela nowej księgarni.
            - W takim razie, nie pozostaje mi nic innego niż panią zatrudnić, pani Granger. - Mężczyzna również się uśmiechnął.
            Był wyjątkowo przystojny i bardzo spodobał się Hermionie, lecz dystans, który się w niej zakorzenił przez ostatnie wydarzenia sprawiał, że ograniczyła się jedynie do delikatnego uśmiechu w jego kierunku.
            Należał do grupy wysokich mężczyzn. Nawet bardzo wysokich, na oko Hermiony miał około 190cm wzrostu. Gęste czarne włosy miał w nieładzie, który bezbłędnie do niego pasował.  Jego czarne, jak dwa węgielki oczy w ciemnej oprawie gęstych rzęs przysłaniały okulary, które znajdowały się na idealnie prostym nosie. Usta miał pełne, bladoróżowe, a jego urodę dopełniała równo przycięta, zadbana broda.
            -Panno Granger - odpowiedziała Hermiona znowu się uśmiechając. - Nie mam męża. - Dodała. - Kiedy mogłabym zacząć?
            -Myślę, że od najbliższego poniedziałku. - Odpowiedział Thomas, po czym odłożył dokumenty, które trzymał w rękach, zdjął okulary i uważnie przyjrzał się siedzącej przed nim młodej kobiecie. - Pozostaje jeszcze kwestia finansowa. Proponuję pani na początek dziesięć galeonów na godzinę. Z czasem może zasłuży pani na podwyżkę. - Znów się uśmiechnął, tym razem puszczając zaskoczonej dziewczynie oczko.
            - Świetnie! Super! Bardzo panu dziękuję! - Ucieszyła się i poderwała się z krzesła, żeby uścisnąć mężczyźnie dłoń. Nie zgadzała się, co prawda z Georgem, że jej godzinna stawka wyniesie pół galeona, ale nie sądziła też, że przekroczy pięć galeonów. Ale… chyba przesadziłam z tym entuzjazmem… - dodała w myślach i zarumieniła się niczym pensjonarka z powrotem siadając na krześle. Tym razem to mężczyzna wstał i podszedł, żeby uścisnąć jej dłoń uśmiechając się do niej rozbrajająco. Widać było, że rozbawiła go jej reakcja.
            - W takim razie do poniedziałku. - Powiedział, na co dziewczyna jedynie nieśmiało spuściła wzrok. - Panno Granger. - Dodał, kiedy ta wychodziła ze sklepu.

***

            -Serio? Zabrałaś ze sobą tego pajaca, a nam nawet nie powiedziałaś, że idziesz na rozmowę o pracę? - Jęknął Ron leżąc na łóżku i zakrył głowę poduszką.
            Hermiona i George wrócili objadając się czekoladowymi żabami i od razu ruszyli do pokoju Rona i Harrego, żeby przekazać nową wiadomość.
            - A co dokładnie będziesz tam robić? I jakie będą twoje zarobki? I oczywiście, od kiedy zaczynasz? - zapytał Harry ignorując reakcję przyjaciela. Stwierdził, że powinien być bardziej wyrozumiały w stosunku do swojej przyjaciółki. W końcu nie wiedzieli, co przeżyła, kiedy nie odzywała się przez rok od śmierci swojej mamy.

            -Jak to w księgarni, będę układać, sprzątać, sprzedawać, ogólnie będę zajmować się sklepem, a Thomas będzie załatwiał sprawy papierkowe. Dostałam 10 galeonów na godzinę i zaczynam od poniedziałku. - Wyszczerzona Hermiona usiadła po turecku obok Harrego. - Jest, co opijać chłopaki! To już za cztery dni! - Dodała i padła na łóżko rozkładając szeroko ręce. Wszystko zaczyna się układać. Wszystko zaczyna schodzić na dobre tory. W końcu.

niedziela, 14 stycznia 2018

Rozdział Drugi


            - Na gacie Merlina. Co się dzieje z moją głową? - Wyszeptał Ron zaraz po przebudzeniu. Pierwsza rzecz, którą chciał zidentyfikować, to miejsce swojego aktualnego pobytu, ale żeby to zrobić musiał najpierw otworzyć oczy.
            Powoli i z ogromnym wysiłkiem spróbował odkleić od siebie powieki. Rozmazany obraz nie przedstawiał w zasadzie niczego konkretnego, ale po kilku mrugnięciach zaczynał nabierać ostrości, a on sam zastanawiał się, kto nad nim stoi. Kiedy udało mu się odzyskać upragnioną ostrość stwierdził, że to nie ktoś, a coś nad nim stoi. A konkretniej - żółty fotel Ginny.
            - Co jest grane? - Zapytał sam siebie.
            -Właśnie, co jest grane? - Usłyszał jęk dochodzący z drugiego końca pokoju.
            Ron zaczął zastanawiać się, czy nie ma przypadkiem halucynacji, bo w pokoju nie było nikogo oprócz niego samego, ale jego wątpliwości zostały rozwiane, kiedy z szafy z głośnym "Ała" wypadł Harry.
            -Stary, coś ty tam właściwie robił? - Zapytał Ron nie bardzo rozumiejąc zaistniałą sytuację.
            -Sam chciałbym wiedzieć… - powiedział zaskoczony Harry i podniósł się z podłogi. - Dobrze, że chociaż moje okulary zostały na swoim miejscu - ucieszył się Harry i zaczął poprawiać lekko przekrzywiony przedmiot swojej radości.
            - O widzę, że już wstaliście - w drzwiach pokoju pojawiła się Hermiona, która wcale nie wyglądała jakby jej poranek, chociaż w najmniejszym stopniu przypominał ten, który przeżyli chłopcy.
            -Hermiono… - zaczął Ron. Nie chciał, co prawda znów wyjść na tego mniej poinformowanego, ale ciekawość wzięła górę. - Czy ty wiesz, co się tutaj stało? Dlaczego ja leżę pod fotelem, a Harry był w szafie?
            - Nic nie pamiętacie z dzisiejszej nocy? - Hermiona wyszczerzyła się na wspomnienie ostatnich wydarzeń i spojrzała na chłopaków, którzy smętnie pokręcili głowami na znak swojej niewiedzy. - Ah chłopcy, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie z was jeszcze dzieciaki. - Powiedziała dziewczyna i usiadła na łóżku. - Rozmawialiśmy pijąc Ognistą Whiskey o przeróżnych rzeczach. W końcu zeszło na temat zabaw, w które bawią się dzieci mugoli i dzieci czarodziejów. Harry i ja doszliśmy do wniosku, że zabawa w chowanego była jedną z najlepszych, a ty - tu Hermiona uniosła brwi i uśmiechnęła się do Rona - koniecznie chciałeś ją wypróbować.
            - Hehe - zaśmiał się szyderczo Harry.
            - Na twoim miejscu bym się tak nie śmiała Harry, bo ty schowałeś się do szafy, - powiedziała Herremu Hermiona. - A Ronald wlazł pod fotel, nie wiem w zasadzie, co sobie myślałeś, że jesteś taki mały, czy taki żółty? - Zwróciła się do rudzielca śmiejąc się półgębkiem.
            -A ty? Co ty zrobiłaś w tym czasie? - Zapytał zaczerwieniony Ron chcąc zmienić temat na taki, który mniej go będzie kompromitował.
            -A ja poszłam do twojego łóżka spać - odpowiedziała Hermiona tym razem nie wytrzymując i śmiejąc się do rozpuku. - A teraz chodźcie jeść, śniadanie gotowe. - Zakończyła swoją wypowiedź, gdy trochę opanowała napad radości.
            Chłopcy zaczęli gramolić się z podłogi ze zwieszonymi ze wstydu głowami, choć w duchu sami z siebie mieli ubaw po pachy.
            Hermiona zaś doszła do wniosku, że nigdzie nie czuje się tak dobrze, jak w towarzystwie tych dwóch młodych mężczyzn. To oni podnoszą ją każdego dnia na duchu, to dzięki nim ma odwagę kroczyć twardo po ziemi i nie dawać się pokonać trudnościom losu. I wreszcie, to oni sprawiają, że jej ostatnie przeżycia wydają się odległym wspomnieniem.
            Dziewczyna spojrzała przez ramię na obiekty swoich rozmyślań i doszła do wniosku, że kocha te duże dzieci. Harry szedł drapiąc się po głowie z miną mówiącą, że przez długi czas nie zamierza spożywać alkoholu, a tuż za nim wlókł się Ron śmiejący się pod nosem, zapewne z własnej  głupoty.
            -Witaj Harry, cześć Ron. Cud, że Hermionie udało się was dobudzić. - Przywitał się z chłopcami Artur Weasley.
            - Cud, że Hermiona w ogóle ich ZNALAZŁA - dodał ze śmiechem George akcentując ostatnie słowo. Harry i Ron spojrzeli na siebie, widocznie ich nocna zabawa była wszystkim doskonale znana.
            - Wstaliście wreszcie - powiedziała Molly, która właśnie weszła do kuchni. - Jedzcie, naleśniki zaraz wam wystygną.
            - Więc Hermiono…- Zaczął pan Weasley, co natychmiast przerwała mu jego żona:
            -Arturze, skoro masz dzisiaj wolne, to czy moglibyśmy wybrać się razem na Pokątną?
            - Eee… Oczywiście Molly. - odpowiedział Artur zaskoczony tym, że żona przerwała mu wypowiedź, ale gdy tylko zerknął na Hermionę dłubiącą widelcem w talerzu, zorientował się, że chyba nie powinien o nic wypytywać.
            - Bardzo się cieszę - powiedziała pani domu i uśmiechnęła się pod nosem zadowolona z elokwencji męża.

***
            "Muszę znaleźć pracę i jakieś lokum." - Pomyślała Hermiona wertując Proroka Codziennego. Dotarła w końcu do tego, czego szukała, do ogłoszeń pracy. Rozsiadła się w wygodnie w fotelu, a gazetę położyła na stoliku znajdującym się tuż obok niego.
            - Hm… To nie. To też nie. To na pewno nie. - Wyliczała mrucząc sobie pod nosem. - O! To jest interesujące! - Krzyknęła w końcu do siebie.
            -Co takiego? - W drzwiach pojawił się George.
            -Przeglądam ogłoszenia pracy. - Odparła Hermiona zwijając gazetę. - Muszę się czymś zająć i wynająć coś własnego, nie mogę siedzieć wam na głowie.
            -Daj spokój. - Powiedział George i usiadł na fotelu po drugiej stronie stolika. - Jesteś jak członek rodziny, zawsze jest tutaj dla ciebie miejsce. Jak wróci Ginny możesz spać w moim łóżku - dodał z zawadiacką miną i puścił do niej oczko.
            Hermiona pomyślała, że Georg to niesamowicie silna psychicznie osoba. Umarł jego brat- jego kompan, najlepszy przyjaciel, wspólnik, a on otrząsnął się z tego i w tym momencie żyje normalnie. Spojrzała na niego jak dmuchał na herbatę, którą trzymał w dużym, pomarańczowym kubku.
            - Jeśli nie zdążę się wyprowadzić do powrotu Ginny to z chęcią przyjmę twoją propozycję - powiedziała robiąc zalotną minkę. Georg spojrzał na nią z niedowierzaniem.
            - Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną?! - wyszeptał rudzielec udając przerażenie.
            - Pożarłam ją! Ale przedtem ogoliłam jej głowę na łyso, żeby mieć zapas do eliksiru wielosokowego! -powiedziała Hermiona również szeptem nachylając się nad stolikiem w stronę Georga.
            -W sumie… Podoba mi się ta zmiana. - Georg również nachylił się nad stolikiem i spojrzał na usta dziewczyny, które ta nieznacznie przygryzła, gdyż poczuła delikatny, niezidentyfikowany dreszcz przechodzący jej ciało. Jej policzki zaróżowiły się, a ona sama odsunęła się gwałtownie upuszczając na podłogę gazetę, która spoczywała na jej kolanach.
            Dziewczyna odchrząknęła, wstała, podniosła gazetę i idąc w stronę schodów powiedziała:
            - Idę się przebrać, muszę się wybrać na Pokątną.
            -Może dotrzymać ci towarzystwa? - zapytał Georg odstawiając kubek na stoliku i podchodząc do Hermiony.

            -Dlaczego nie? - odparła i czym prędzej uciekła do pokoju, który aktualnie zajmowała, bo sytuacja, która przed chwilą miała miejsce była dziwna. Bardzo dziwna. Hermiona musiała to sobie przeanalizować - najlepiej w samotności.

sobota, 13 stycznia 2018

Rozdział Pierwszy



 -Hermiona?! - Harry i Ron nie kryli swojego zdumienia widząc dziewczynę, która nagle pojawiła się przed domem w Norze. Przerwali mecz quidditcha i podbiegli do niej obaj naraz ją obejmując.
-Boże jakaś ty chuda! Nie jadłaś nic, czy co?- Krzyknął Ron.
- Nie odzywałaś się do nas od roku… Od kiedy twoja mama… -  dodał nieśmiało, ale z wyrzutem Harry.
-Umarła. - Dokończyła dziewczyna. - Zabita przez ostatnich zwolenników Voldemorta. -  Miała inny ton głosu, przepełniony bólem i rozpaczą, ale jednocześnie twardy i nieustępliwy.  
Harry i Ron spojrzeli się na siebie nie bardzo wiedząc jak zachować się w tej sytaucji. W końcu Ron wziął dziewczynę jeszcze raz w objęcia i pobiegł z nią do domu krzycząc:
- Mamo, zobacz, co znalazłem! To mówi, że jest Hermioną, ale wygląda bardziej jak jej cień!
Molly Wesley, która przygotowywała właśnie obiad spojrzała na syna marszcząc brwi. Kiedy w końcu zorientowała się, że paplanina Rona, to nie tylko głupie żarty podbiegła do dziewczyny.
-Hermionka! Moje dziecko, coś ty taka chudziutka? Zaraz będzie obiad! - Mówiła pani Wesley w przerwach przytulając i całując policzki młodej kobiety.
Wyściskana i wycałowana Hermiona usiadła przy stole. Długo jednak nie nacieszyła się spokojem, gdyż chwilę później po jej prawej usiadł Harry, a po lewej Ron. Widząc, że chłopcy zaraz zaczną zadawać jej niewygodne pytania sama zaczęła rozmowę.
- Jak się miewa reszta rodziny? Gdzie jest Ginny i Georg?
- Tata w pracy, Charlie oczywiście pielęgnuje swoje smoczki, Bill  i Fleur żyją sobie nad morzem w Muszelce, Georg wyszedł gdzieś z Angeliną Johnson, pamiętasz ją prawda?  A Ginny pojechała z koleżanką - tu Ron zrobił gest cudzysłowu palcami i zerknął na mamę - na wakacje do Hiszpanii… - skończył swoją wypowiedź z przekąsem.
- Myślałam, że Ginny i Harry… - zaczęła mówić Hermiona, co gwałtowanie przerwał jej Harry:
- Oh.. stare dzieje - powiedział lekko się rumieniąc.
- No cóż… To znaczy, że u was po staremu - uśmiechnęła się. Poczuła się bardzo miło wracając do tej cudownej, rodzinnej atmosfery. Tutaj zawsze czuła się jak w domu. Odetchnęła z ulgą odpędzając od siebie przykre wspomnienia ostatnich miesięcy.
- Może chciałabyś wziąć kąpiel? - Zapytała wychylając się do nich pani Weasley. - Na dworze straszny upał, a Ty pewnie zmęczyłaś się podróżą.
- Byłoby cudownie - rozpromieniła się dziewczyna.
- No to leć, a ja w tym czasie zagonię chłopaków, żeby nakryli do stołu. - Molly odwzajemniła uśmiech i wróciła do gotowania. Czuła, że Hermiona wiele przeszła i chciała dać jej chwilę wytchnienia zanim będzie musiała stawić czoła ciekawości chłopaków.
Hermiona wzięła swój plecak i ruszyła w stronę łazienki. Kiedy była już na miejscu odkręciła wodę, która ciepłym strumieniem napełniała wannę.  Dziewczyna rozebrała się i stojąc przed lustrem zaczęła oglądać swoje ciało. Gdzieniegdzie widać jeszcze było ślady siniaków. Ale już dużo mniej.  Włosy, kiedyś orzechowe i sprężyste - dziś matowe i suche, wręcz brzydkie. Podkrążone oczy, szara cera. Odwróciła głowę, nie mogła na siebie patrzeć. Weszła do wanny, do której uprzednio nalała płyn i olejki do kąpieli. Zamknęła oczy i wydarzenia dnia wczorajszego wróciły ze zdwojoną mocą. Wychodząc z domu wyczyściła pamięć ojca, a jego ciało przeniosła na kanapę. Pozbyła się go. Żałowała, że po śmierci matki przywróciła mu pamięć. Nie chciała, żeby sam znosił cierpienie, chciała go wspierać. A on… A on po prostu oszalał. Może to jej wina? Może to ona zawiodła przy przywracaniu jego wspomnień? Otworzyła oczy. Pokręciła szybko głową, wzięła głęboki wdech i zanurzyła się cała w wodzie. Zanim wyszła z domu ojca zabrała mu pieniądze, które trzymał w sejfie, w gabinecie. Potrzebowała ich. Dzięki temu będzie mogła zacząć żyć na nowo. Wynurzyła się z wanny. Właśnie. Na nowo. Wyszorowała się dokładnie z każdej strony. Wyzbyła się z głowy wszelkich myśli. Czysta i pachnąca wyszła z wanny. Wysuszyła magicznie swoje ciało i zaczęła eksperymentować ze swoją fryzurą. Nowe życie, więc te kłaki też trzeba zmienić. Ubrała ciemne jeansy, czarną bokserkę i zioną koszulę w kratę. Ostatni raz zerknęła w lusterko i wyszła z łazienki.
- Mogę wam jeszcze w czymś pomóc? - Zapytała stając na progu kuchni i w tym samym momencie usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Spojrzała w stronę skąd dochodził dźwięk.
-O kurczę, Hermiono, wyglądasz… niesamowicie…- jąkał się Ron jednocześnie zbierając szkło.
- Reparo - Hermiona uśmiechając się wycelowała różdżkę w rozbitą szklankę - dziękuję, Ron. - Odpowiedziała speszonemu chłopakowi.
Włosy Hermiony nie były już szopą skręconych, suchych kłaków sięgających łopatek. Teraz pokrywały ramiona delikatnymi, lśniącymi falami, a ich kolor znów był orzechowy. Jej oczy okalała ciemna zasłona gęstych rzęs, a na malinowych ustach cały czas gościł figlarny uśmiech. Wisienką na torcie były nieliczne piegi dodające jej uroku.
- Jedna kąpiel, a ty kochanieńka wyglądasz jak nowo narodzona! - Ucieszyła się pani Weasley. - A teraz zapraszam wszystkich do stołu!

***

-Ohhh… Mój brzuch…- wyjęczał Ron
- Nic dziwnego Ronaldzie, wpakowałeś w siebie więcej jedzenia niż cała reszta razem wzięta. - Powiedziała Hermiona zbierając naczynia ze stołu i uśmiechając się pobłażliwie do Rona - Pani Weasley… - zwróciła się do rudowłosej kobiety.
- Słucham kochaniutka?
- Czy mogłabym zostać u Was kilka dni? Dopóki sobie czegoś nie znajdę? - Zapytała dziewczyna nieśmiało zerkając w dobrotliwe oczy kobiety.
- Ależ oczywiście! Sprawisz nam ogromną przyjemność! Zostań u nas tak długo, jak będziesz chciała. Póki Ginny nie wróci zajmiesz jej pokój. - Molly jak zwykle wykazała matczyną troskę w stosunku do przyjaciół jej dzieci.
- Dziękuję… Nawet pani nie wie, ile to dla mnie znaczy - powiedziała Hermiona, a jej oczy zaszkliły się, co nie umknęło uwadze Pani Weasley, która natychmiast przytuliła dziewczynę i powiedziała:
-Jesteś częścią naszej rodziny, pamiętaj o tym Hermiono.
Hermiona uśmiechnęła się, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Pierwszy raz od bardzo dawna była to łza szczęścia.

***

-Hej, można? - Hermiona spojrzała w stronę drzwi, gdzie zobaczyła głowę uśmiechniętego rudzielca.
-Hej, jasne - odpowiedziała i zeszła z parapetu, gdzie przesiedziała ostatnią godzinę. Zerknęła na zegarek, zaraz północ. -Czemu nie śpisz?
- Mogę zapytać cię o to samo… - odpowiedział Ron z zawadiackim uśmiechem.
-Faktycznie - uśmiechnęła się. Tak bardzo go jej brakowało. Podeszła do niego i dotknęła jego policzka opuszkiem palca wskazującego - Tęskniłam za tobą… - westchnęła i usiadła na łóżku.
-I ja za tobą…- usiadł obok niej i objął ją mocno. Kobieta wtuliła się w jego ramię i wydała z siebie zduszony jęk. - Hermiono? Co jest grane? - Powiedział Ron chwytając ją za ramiona i zaglądając jej w oczy z taką szczerością i troską, że dziewczyna spuściła wzrok, a jedna samotna łza spłynęła po jej policzku. Już dawno nikt nie był w stosunku do niej taki czuły i troskliwy, jak w ciągu dzisiejszego dnia. Dziewczyna znowu zaczęła zastanawiać się, czy powiedzieć o jej ostatnich przeżyciach przyjaciołom.  Myślała o tym przez całą drogę, z domu ojca do motelu, gdzie wynajęła pokój i rzuciwszy się na łóżko płakała, póki wyczerpana nie zasnęła. Myślała też rano, kiedy się obudziła i nawet się nie myjąc poszła zjeść śniadanie w motelowym barze. Myślała o tym również wtedy, kiedy pokonywała drogę do Nory. I choć tyle czasu poświęciła na podjęcie tak ważnej dla niej decyzji - nie podjęła jej.
- Ron… Ja… Nie chcę o tym mówić… Przyjdzie czas, kiedy się na to odważę, ale nie teraz… Jeszcze nie teraz…
Chłopak przez chwilę patrzył na nią z troską, aż w końcu nic nie mówiąc mocno ją przytulił.
- Dziękuję, że to rozumiesz… albo raczej, akceptujesz. - Szepnęła mu w szyję, na co on złożył delikatny pocałunek na jej czole i powiedział:
- A może się nawalimy? Jak dwa pijaki? Może Harry będzie chciał zostać trzecim pijakiem?
Dziewczyna nie wytrzymała i roześmiała się głośno.
- Co się tutaj dzieje? - w drzwiach pojawiła się głowa z blizną na czole i okrągłymi okularami.
- Ronald planuje zostać pijakiem i chce nas wciągnąć do tego kręgu. - Powiedziała Hermiona z miną McGonagall upominającą pierwszoroczniaków biegających na korytarzach.
- No cóż… - Harry założył ręce na piersi - jestem za! - Wyszczerzył się do nich.

- To ja ogarnę Ognistą Whiskey! - Powiedział teatralnym szeptem Ron i wybiegł z pokoju.

Prolog


-Już czas… - młoda, szczupła kobieta podbiegła w stronę schodów, wychyliła się za poręcz i nadstawiła ucha - Uff… Nikogo nie ma… -  szybkim krokiem zbiegła na dół. Wbiegła do kuchni, rozejrzała się i z metalowego pudełka stojącego na szafce wzięła kilka ciasteczek. Zamknęła pudełko i z powrotem rzuciła się biegiem na górę.
"Nie chcę się bać. To już ostatnia próba. Dzisiaj nie zawiodę samej siebie. Zemszczę się." -Pomyślała, a rumieńce buńczuczności wystąpiły na jej policzkach. Wzięła ulubioną Historię Hogwartu i czytając wracała do najlepszych lat jej życia. Lat, kiedy stawała oko w oko ze śmiercią, ale tak rzadko czuła strach. Teraz był on jej niemalże jak kochanek. Samotna łza spłynęła po jej nosie i zatrzymała się na wargach. Kobieta przymrużyła oczy i zlizała słoną ciesz z ust.
-Hermiona! - Usłyszała ryknięcie z dołu. Zdrętwiała i całkiem straciła nie tylko kolory, ale także cały zapał. Teraz ogarnęło ją przerażenie. - Zejdź na dół!
Podniosła się i z całej siły uderzyła się w twarz - "To twoja ostatnia szansa!" - Krzyknęła na siebie w duchu. Wyjęła ukrytą pod materacem różdżkę, tyle czasu zajęło jej odszukanie atrybutu czarownicy. Wsunęła ją za spodnie, przy plecach. "Nie zobaczy jej, dam sobie radę, jestem przecież Hermioną Granger!". Powoli wyszła z pokoju. Z każdym krokiem coraz mniej się trzęsła, czuła narastający gniew, który zebrał się przez ostatni rok, czuła żal, że to ona musiała tak cierpieć, kiedy nikt nawet o tym nie wiedział. Weszła do salonu z pochyloną głową, tak, żeby nie zauważył ognia palącego jej twarz.  Siedział na fotelu ustawionym tak, że widziała tylko jego profil. Patrzył przez okno w jasny mrok zimowego wieczoru.
-Znowu zjadłaś moje ciastka- powiedział spokojnie, ale w jego głosie był gniew większy niż zwykle. Zawsze tak mówił. Ten przerażająco spokojny ton i to coś w oczach… Szaleństwo. Zamarła, bała się, że nie da rady. Wstał i z rękami w kieszeniach powoli szedł w jej stronę.
Gdy wreszcie się zatrzymał paradoksalnie delikatnie uniósł jej podbródek i wymierzył siarczysty policzek. Nie złapała się za niego. Musiała pilnować różdżki. To wreszcie musi się skończyć. Ponieważ nie zareagowała, zaśmiał się, śmiechem tak brutalnym i pełnym pogardy, aż poczuła ciarki na plecach.
- Taka jesteś twarda? Klękaj.- rozkazał. Ona nie chciała. Nie zrobiła tego. Był od niej dużo wyższy i silniejszy, więc siłą zmusił ją do klęknięcia położywszy ręce na jej ramionach. Nie opierała się. Posłusznie klęknęła. Rozpiął rozporek, wyjął swojego członka i wepchnął jej siłą głęboko do gardła, głośno przy tym jęcząc. Po niespełna minucie doszedł w jej ustach. Nie połknęła jego nasienia, nadal trzymała je w ustach. Zapiął rozporek i pogłaskał ją po głowie.
- Grzeczna dziewczynka, obiecaj tatusiowi, że już nie będziesz podkradała ciasteczek- powiedział ochryple. Kiwnęła głową, na co on odwrócił się zmierzając w stronę swojego fotela. Drżącą ręką wyjęła różdżkę. Wymierzyła nią w swojego ojca i cały strach ustąpił. Znowu czuła się pewnie, a jej serce wypełniła rządza zemsty.
"Petrificus totalus" - zaklęła ojca używając magii niewerbalnej. Delikatny promień wystrzelił z różdżki dziewczyny i trafił jej ojca, który w efekcie upadł na ziemię. Podłoga się zatrzęsła od jego ciężaru. Hermiona podeszła w jego stronę i kopnięciem odwróciła jego ciało na plecy - nie wiedziała skąd w niej tyle siły. Popatrzyła na niego. Wiedziała, że ją słyszy i widzi, widziała strach w jego oczach, kiedy wpatrywał się w wycelowaną w niego różdżkę.
 Z jego czoła ciekła krew gęstym, brunatnym strumieniem. Splunęła na niego jego własnym nasieniem, które ciągle trzymała w ustach sprawiając, że krew i sperma połączyły się tworząc na jego twarzy różowe smugi.
- Tatuś był niegrzeczny i tatuś musi zostać ukarany - powiedziała Hermiona słodkim głosikiem.
Rozpięła jego spodnie i ściągnęła je na wysokość kolan. Stojąc nad nim rozkoszowała się chwilą, kiedy widziała przerażenie w jego oczach. Uśmiechnęła się do niego i kolejnym kopniakiem odwróciła go z powrotem na brzuch.
-Teraz tatuś przekona się, że nie tylko tatuś ma prawo do karania.- Powiedziała uśmiechając się niewinnie. Podeszła po butelkę piwa, która stała na stoliku obok fotela. - Ohh… Szkoda by było, żeby to piwko się zmarnowało. - Mówiła idąc w stronę ojca i patrząc na prawie pełną butelkę piwa. Stanęła nad wyciągniętym ciałem mężczyzny i głośno zastanawiała się, co powinna z tym zrobić:
- Może powinnam je wypić? Nie, przecież ja nie lubię MUGOLSKIEGO piwa, ale taki zapijaczony MUGOL z pewnością chętnie przyjmie taką buteleczkę!
Jej wzrok i głos wyrażały obłęd. Usta wykrzywił szaleńczy uśmiech, nie zważając na to, że wylewa piwo wszędzie dokoła wepchnęła butelkę prosto w odbyt mężczyzny. Usłyszała zduszony jęk, co skwitowała jeszcze szerszym uśmiechem. Ponieważ ciało mężczyzny było niesamowicie sztywne, dziewczyna miała utrudnione zadanie, ale z uporem wciskała butelkę między jego pośladki, w końcu ręce odmówiły jej posłuszeństwa i uznała, że ma dość. Wstała i kopniakiem znów odwróciła jego ciało. Z satysfakcją zobaczyła jego brudną twarz i zaczerwienione od łez oczy.
- Teraz tatuś już wie, że nie można nikogo krzywdzić. - znów się uśmiechnęła. Podeszła do stolika, z którego wcześniej wzięła piwo i wyciągnęła papierosa z paczki. Zapaliła go za pomocą różdżki i z rozkoszą zaciągnęła się dymem. Obrzuciła ojca ostatnim spojrzeniem i poszła zapakować wszystkie niezbędne jej rzeczy do małego plecaka, który potraktowała zaklęciem zmniejszająco- zwiększającym.